sie 02 2004

Obłęd.


Komentarze: 4

...minął już kolejny dzień, kolejny raz zmieniałam się w obłęd...

 

Tak naprawdę w obłęd zaczęłam zmieniać się już w nocy, kiedy lnie mogłam spać. Leżałam, od czasu do czasu przewracałam się z boku na bok, patrzyłam tępo w sufit, a zbawczy sen nie nadchodził. Pewnie za długo siedziałam przed komputerem. Zupełnie ode mnie niezależnie zaczęły mi się przypominać spotkania. Od pierwszego do ostatniego – pożegnania na dworcu. W czasie tej retrospektywy popłakałam sobie, napsioczyłam na niesprawiedliwy świat, a w końcu przypomniałam cytat z „Kamyka”  Agaty Miklaszewskiej, że „rozstania są po to, żeby odnaleźć się na nowo, żeby tęsknić i żeby znowu kochać”. Tego życzę sobie i wszystkim tęskniącym-czekającym. Nawet jakiś nieśmiały spokój poczułam, ale tylko na chwilę... Leżałam bez sensu całkiem bo spać mi się nie chciało, a robić czegokolwiek nie byłam w stanie ze względu na zmęczenie oczu.

 

Chyba musiałam usnąć bo jakieś dziwne sny znowu do mnie przyszły. Nagle, niezapowiedzianie, niespodziewanie. Gdybym w tej chwili miała powiedzieć ogólny ich zarys nie potrafiłabym. Odeszły tak samo nagle, jak przyszło pozostawiając jedynie niespokojność w mojej głowie.

 

Wczoraj w zasadzie cały dzień byłam jakaś rozdrażniona. Niby nie powinnam się tłumaczyć, ale coraz bardziej ogólne zmęczenie psychiczne daje mi się we znaki. Potrzebuję odpoczynku i to szybko. no, ale jak tu jechać gdziekolwiek skoro dopiero co znalazłam pracę. A w tej też, przez 8 godzin trzeba być w pogotowiu, oczy mieć naokoło głowy, cały czas się uśmiechać i pilnować żeby nie za ostro do klienta podejść. Dzisiaj rano kuzynka na chwilę włączyła mi się na gg. Pytała tylko o jakiś film, a ja poczułam nagłą irytację tą krótką rozmową. Miałam ochotę coś jej odburknąć, albo w ogóle nie odpisywać. Hm, coś niedobrego zaczyna się ze mną robić. Odpoczynek byłby wskazany, tylko jak i gdzie??? Najpierw rok użerania się  z dzieciakami, tłumaczenie im zasad angielskiego i nie tylko, teraz użeranie się z często niesympatycznymi i uważającymi się za wszechwiedzących ludźmi. Ja mam dość!!! Teraz już naprawdę. Najchętniej przyjęłabym postawę  „nie podchodź bo będę gryzła” i odgrodziła się od ludzi na jakiś czas, chociaż na małą chwilę. Ale to jest out of the question. Nie mogę sobie na taki luksus pozwolić.

 

... kolejny raz zmieniam się w obłęd...

 

"Pochyl się nad sobą i pochyl się w sobie dowiedz się teraz od siebie co jest obłędem. Obłędem jest udawać, że jest się kimś innym niż tym, którym jest się. Obłędem jest dawać się bezwładnie ponosić słowom nie słysząc ich. Obłędem jest przymykać powieki na to, co skacze do oczu żeby być zobaczone. Obłędem jest być nieprawym będąc prawym ciałem obdarzonym, albowiem ciało każde jest prawe. Obłędem jest głosić rzeczy przez siebie samego nie odkryte i dlatego nieoczywiste, dlatego nieszczęsne. Obłędem jest nie liczyć się z drugim człowiekiem". [E. Stachura]

 

Na mój stan niekorzystny wpływ ma, ale to już wszyscy wiedzą, sytuacja z Esiem. Niech on już wraca. M., kiedy wczoraj wróciła zakomunikowała, że jej chłopka już siedzi w autokarze powrotnym z Norwegii do Polski. Spojrzała na mnie (nie miałam żadnej specjalnej miny, wiem, że na mnie też przyjdzie czas) i przeprosiła. Zrobiło mi się smutno, fakt. Pomyślałam, że dlaczego ja jeszcze musze czekać. Czekam już cholerne 3 miesiące przecież. Dlaczego inni nie muszą tyle czekać??? Poczułam, że nie ma sprawiedliwości. I wcale nie przemawia do mnie fakt, że na każdego przyjdzie czas, że każdego dnia wychodzi słońce i tak dalej. Ja się nie zgadzam, ja protestuję. I co??? Że niby jak on już w końcu wróci to słońce wyjdzie, to będzie radośnie, kolorowo, sielankowo, tak??? No może i będzie... Bo załamałabym się, gdyby okazało się, że tyle czasu czekałam, miałam nadzieję na nic. Ale tak nie będzie... Będzie dobrze, musi być. Miłość to rozstania i powroty. Trzeba pocierpieć żeby mogło być dobrze.

 

..................................................

 

... no, dzisiaj to nie powiem, ze w pracy nic się nie działo. Sporo ludzi się przewinęło, sporo się nauczyłam. Jednej pani mam przygotować propozycje wyjazdów do Egiptu albo Tunezji. Dla niej, jeszcze jednej osoby dorosłej i małego dziecka. To jej przygotuję, pochodzę po stronach internetowych, poszperam w katalogach i e-mailach, których codziennie przychodzą setki. Przyszedł też pan w średnim wieku, który mnie rozczulił. Okazało się, że przez kilka lat odkładał po 10, 20 złotych, a czasem nawet drobniej, żeby zafundować ukochanej żonie 2-tygodniowy pobyt w Turcji. Ma jechać on, żona i jedna z córek. Facet nic małżonce nie powiedział, to ma być niespodzianka i sama zainteresowana dowie się może na 3 dni przed wylotem. Dziewczyny powiedziały, że on już kilka lat temu zrobił coś podobnego. Wtedy powiedział żonie o prezencie (też bym taki chciała dostać) na dzień przed wyjazdem. Ona się trochę wkurzyła, bo nie miała ciuchów i tak dalej, ale z drugiej strony mieć takiego męża to sama przyjemność... Musi ją bardzo kochać.

Poza tym nie mogłyśmy dojść z szefową i z B. gdzie co i jak. Dziewczyny schowały gdzieś ważną teczkę z umowami i pół dnia jej szukałyśmy. Nie obyło się bez smsa do A., która jest teraz w Chorwacji. No, dużo by opowiadać. Działo się sporo, nie mam siły...

 

(Wracając do domu czułam się trochę jak Matka Polska. Pracuje od 10 do 18 w biurze, po drodze do domu robi zakupy. W domu czeka rodzina... – w moim przypadku na razie współlokatorka i to też tylko na wakacje. Ale dobre i to. Nie jestem przynajmniej sama, choć czasem bym chciała. Dobrze, ze pokój mam dla siebie.)

 

... a jakby tego było mało to jest strasznie duszno. Jeśli nie będzie padać to stwierdzę, ze coś dziwnego się dzieje. ale i tak wybieramy się z M. na krótki spacer. Dzisiaj nad ranem wraca z Niemiec nasza współlokatorka K. To już we dwie będą mieszkać. Niedługo też powinien wrócić Ł. A Esio??? On też niech już wraca.

Na spacerze się dowitaminizuję (czyt. zjem czekoladę albo coś z czekoladą), dotlenię się, rozciągnę mięśnie, a kiedy wrócę to obejrzę jakiś lekki film. Może „Dziennik Bridget Jones”... A po filmie siądę przed komputerem i przejrzę oferty dla pani W.

 

A potem pójdę spać...rano wstanę i pójdę do pracy. i tak przez najbliższe 2 tygodnie. Ale dobrze jest, czas szybko leci. To great!!!

 

... dzień za dnie błądzi, dzień za dniem... mijają l(i mijac będą kolejne dni, ciekawe kiedy zamienię się w obłęd???

 

 

 

alexbluessy : :
*Niomi*
03 sierpnia 2004, 17:58
\"zaczęły mi się przypominać spotkania. Od pierwszego do ostatniego – pożegnania na dworcu\" ojojjjjjjjj często tak mam a jak przeczytałam twoje słowa, to od nowa... :( mam tak samo trzymam kciuki za to żebyś szybko przestała cierpieć i tęsknić... wróci! musi, skoro tak na niego czekasz :]
02 sierpnia 2004, 23:32
Ahh...nawet nie wiesz jak ja Cie podziwiam.Mnie na mysl o kilkudniowym rozstaniu robi sie slabo..a Ty jestes tak silna ,tak wytrwala.Nie dziwie sie ze miewasz takie momenty jak ten...To naturalne.Mimo wszystko w kazdej Twojej notce zarysowany jest optymizm...czasem moze tylko jego kontur...ale zawsze to jest \"cos\".wierze w Ciebie.I naprawde 3mam kciuki,zebys spokojnie,bez wiekszego stresu dotrwala.Przytulila sie do Niego.Dala buziaka i po prostu byla blisko.Cialko przy cialku...jak ja to mowie...zwyczajnie.Po ludzku.Bo to wlasnie jest milosc.Milosc bezgraniczna.Bezinteresowna.na taka warto jest czekac...Buziaki 4You:*
02 sierpnia 2004, 21:01
ty to jestes kobieta!Jestem pelna podziwu.Swietna babka z Ciebie.Jestes silna...Tak trzymaj.Pozdrawiam goraco
02 sierpnia 2004, 18:50
Skoro tak wiele już wytrzymałaś - wytrzymasz również i 2 następne tygodnie. Marne pocieszenie, wiem.

Dodaj komentarz