sie 06 2004

Skojarzeniowa podróż sentymentalna & Beach...


Komentarze: 1

To było wczoraj.

 

I kolejny czwartek za mną. jutro kolejny piątek, kolejna sobota za nim, a potem kolejna niedziela. I tak dzień za dniem.

 

Dziś mam dziwny stan. Cały dzień jem. Żeby zajeść stres, nerwowość jakąś. Nie wiem skąd się wzięła. W poniedziałek, albo we wtorek wyjeżdżam. Jadę na kilka dni odpocząć, naładować akumulatory, nabrać pozytywnej energii. Potrzebuję tego. rano miałam ochotę płakać, tak zgłębi, bez żadnego konkretnego powodu. Jadę. Nie szukajcie mnie...

 

Od rana czuję supeł w gardle, dlatego jem. Mam wyrzuty sumienia, ale co tam. Staram się nie myśleć, tylko od czasu do czasu jakaś zbłąkana niespokojna myśl się pojawi. Odganiam ją czym prędzej. Nie chcę się denerwować.

 

Współlokatorka pożyczyła mi kilka gier. Szczególnie jedna mnie wciągnęła. Gram w „Beach life” od dłuższego czasu, po prostu nie ma mnie tu, gdzie być powinnam bo jestem na plaży i zarządzam kurortem wypoczynkowym. Włączyłam nawet wakacyjne rytmy. Są zupełnie nie w moim stylu, ale do gry jak najbardziej pasują. I radochę mam wielką, kiedy zobaczę, że nad głowami gości pojawiają się szeroko uśmiechnięte buźki oznaczające, że są bardzo zadowoleni.

 

Chciałabym być choć przez chwilę na takiej plaży. Ciepłej, z szumem palm i fal. I Eśko też żeby tam był. Kurcze to już „tylko” 21, w porywach do 24, dni. Sama nie wiem jak się czuję z tym faktem. Boję się myśleć, taka jest chyba prawda. Dlatego chcę zająć myśli czymś innym. Na jakiś czas skutkuje. Nie chcę zobaczyć obcego człowieka, boję się. Boję się tego dnia, chociaż tak bardzo na niego czekam. Paradoksalnie cały czas mam olbrzymią chęć wysłać smsa. Wiem, ze wiecie o jakiej treści. Ale ciągle go nie wysyłam. Czekam... Już tyle czekam, to co mi szkodzi poczekać jeszcze trochę.

 

Mam nadzieję, że nie zrobiłam się przez ten czas obca. Że nie odgrodziłam się za bardzo, że nie przestałam wierzyć w ludzi. Mam nadzieję...

 

Z nogą jest już lepiej. Mniej sina i mniejsza w obwodzie. Mniej też boli, to chyba dobry znak, jak myślicie???

 

A co dziś??? Dzień, jak co dzień. Wstałam wcześnie bo chciałam pojechać w końcu do Polikliniki zobaczyć się z chirurgiem. Myślałam, że będzie kolejka więc wyszłam z domu tuż przed 8. w poczekalni było pusto. Lekarz powiedział, że chyba się bałam przyjść skoro skierowanie wypisane było 24 lipca, a ja dopiero dzisiaj dotarłam. Nawet mnie nie zbadał tylko coś tam przepisał. Zresztą na pożegnanie stwierdził, że przez ten czas to moje schorzenie samo się wyleczyło. I dobrze.

 

Potem potuptałam do Carrefoura. Ten spacerek to była moja mała podróż sentymentalna, przez ulice, gdzie kiedyś często bywałam. Z Grabiszyńskiej odbiłam w Pereca, potem obok Ołowianej i Grochowej doszłam do Stalowej. Przecież tam kawał mojego dzieciństwa został. Podstawówka, do której chodziłam przed przeprowadzką ciągle tak samo odrapana, w tym samym, bordowo-nijakim kolorze. Ogródki działkowe przy Stalowej, zamknięta już cukiernia przy Kwaśnej, gdzie dawniej chodziłam z mamą lub babcią na lody pistacjowe. Trochę rzewnie się zrobiło. Niektórych miejsc nie poznawałam i musiałam zastanawiać się, czy 10 lat temu też tam były. Czemu dotarłam tam dopiero teraz??? Przecież babcia mieszka całkiem niedaleko...

 

Dziwnym trafem, przechodząc przez pomost rozwieszony nad Grabiszyńską i patrząc na przejeżdżające pode mną samochody i tramwaje przypomniałam sobie jak siadywaliśmy całą rodziną, a jeśli byli to też goście przed domem dziadków, pachniało świeżo skoszoną trawą i maciejką. Dziadek przynosił akordeon i grał. Grał... a my siedzieliśmy, każdy w swoim rytmie zasłuchany, każdy w swoim świecie. Znowu pytanie – dlaczego akurat na tej zadymionej i głośnej ulicy mi się to przypomniało. Skręcona jestem...

 

Na plażę już dziś nie wróciłam dzięki mojemu komputerowi, któremu coś odbiło. Zwariował, pokazuje jakieś dziwne rzeczy. Nie jestem w stanie go ujarzmić. Może jak wyjadę, on sobie odpocznie a ja w tym czasie nabędę odpowiednie instrukcje jak z gadem postępować. Przecież nie ma żadnych bakterii, zdrowy jest... Sama nie będę od nowa kładła systemu. Poczekam na Ł., albo na Eśka.. Hm, tylko, że pierwszy twierdzi, że na mój komputer brakuje mu słów, a drugi mówi, że on nie bawi się cudzymi komputerami. Nikt nie chce mi pomóc chlip, chlip. Nie dobre chłopaki.

 

A wczoraj przecież wszystko ślicznie chodziło. Bez sensu to wszystko jest. Wypiję herbatkę na uspokojenie bo mnie ta głupia maszyna wkurzyła.

 

Kilka dni temu przechodząc Rynkiem spotkałam moją koleżankę z podstawówki w zaawansowanej ciąży. Zdziwiłam się trochę, a może nie powinnam??? Może to ja jestem do tyłu???

 

A chciałoby się poczuć ciepło drugiego ciała. Na razie tyle, żeby było ciepło i bezpiecznie. Nie trzeba nic mówić. I muszę wierzyć, że tak będzie. Muszę, w przeciwnym razie bym oszalała, zwariowała, pękła bym.

 

I’m still afraid to sleep ‘cause if I do, I’ll dream of him and the dreams are always deep on the pillow where I’ll weep.

 

... I to jest prawda. Boję się zasypiać, boję się budzić. Chociaż każde przebudzenie dale poczucie nieustającego przemijania czasu, przybliżania się dnia, na który czekam. I cholera musi być potem dobrze. Musi, niczego innego nie przyjmuję do wiadomości. Chyba, że ja zwariowałam, odbiło mi, nie jestem sobą. Bo na splotach ulic, w zakamarkach, podczas zwykłych czynności czasem przychodzi do mnie taki olbrzymi spokój, który nie wiem skąd się bierze, nie wiem dlaczego. A jest, czuję go. Razem z nim przychodzi do mnie fala tkliwości, czułości, ciepła i takich różnych. W takich chwilach mam ochotę skakać, wycałować każdego, każdego przytulić, powiedzieć, ze już niedługo. Wysłać smsa ochotę też mam, ale nie wysyłam. Na niego przyjdzie czas, jak na wszystko przychodzi.

 

Tylko jakieś chciejstwo się zalęga... chciałoby się czulej dotknąć, popatrzeć, być. Chciałoby się. trzeba poczekać. Jeszcze  22 dni. Nie wierzę, że tylko tyle. Mam ochotę skakać do góry mimo niepokoju. Wiem, ze będzie dobrze, kurde musi być. Bo inaczej jaki sens miałoby to czekanie do końca???

 

We wtorek wyjeżdżam. Wrócę, starsza o kilka dni, o kilka dni bliżej do spotkania. I będzie „ciałko do ciałka” ja napisała Salma. Będą łzy, będzie przytulenie, będzie ciepło, będzie bezpiecznie. Dobrze będzie. Będzie...

 

alexbluessy : :
07 sierpnia 2004, 11:42
Czekanie jest męczące, ale jaka radość spotkania:) Nie ma się czym martwić:) Musicie się tylko do siebie na nowo przyzwyczaic i na nowo poznac:)

Dodaj komentarz