Archiwum 23 sierpnia 2004


sie 23 2004 ***
Komentarze: 3

Nawet nie wiesz

jak bardzo

samotna

włóczę się po dworcu

zaczepiana przez szyldy

oglądam kosmetyki

ten zapach

coś przypomina

kredki szminki cienie

pudry róże

myślę o tobie

lada z błyskotkami

pierścionki obrączki

obrączki

znów myślę o tobie

patrzę na ceny

jabłka pomarańcze mandarynki

właśnie odjechał pociąg

do

nie usłyszałam

przed chwilą kupiłam

kryształowego słonia

zobaczysz go

tak wiem w przyszłym tygodniu

no i czekam

wysyłam kilka listów

jak głupia

obżeram się cukierkami

rozkochuję w sobie setki mężczyzn

i myślę o tobie

jak inaczej przy tobie

jak inaczej umiemy

patrzeć na siebie

godzinami

szwendam się

każda ulica moja

samotnieje

mróz wykręca

żadnych uśmiechów

może przeżyję

do przyszłego tygodnia

jak tylko tydzień

tak samo

tydzień [Ewa Sonnenberg]

 

To oby do niedzieli...

 

alexbluessy : :
sie 23 2004 Home, sweet home.
Komentarze: 2

... remont w toku. Z tęsknoty za Eśkiem i dziwnych myśli związanych z jego powrotem dostaję schizola. Chcę wracać do domu, do Wrocławia. Jest we mnie jakieś chore przypuszczenie, że tam czas mi zleci szybciej. Tutaj nie robię nic poza kawą dla robotników, pilnowaniem ich kiedy brat sobie po prostu wybędzie z domu, a rodzice pójdą wybierać farby, tapety i tym podobne. Jestem już zmęczona. Odpoczęłam, nie myślałam za dużo, to fakt, ale chcę już wracać do domu.

 

Bo mój dom jest we Wrocławiu, wrosłam już w ten klimat i dłuższe rozstania źle mi robią. Poza tym to tam jest moje życie... Z pewnym przerażeniem i smutkiem zauważyłam, że zachowuję się tak, jak moja mama. Ona też jedzie do swoich rodziców 2-3 razy w roku mimo, że podróż zajmuje jej jakieś 4 godziny. Ona też bywa tam okazjonalnie, ma swoje życie, swój dom.

 

Ja teraz też...

 

Nie powiem im tego, ale tak czuję. „Wizyty” u rodziców to już swego rodzaju obowiązek, który trzeba odbębnić, a po kilku dniach można wracać do swojego świata. Ja też chcę wracać do moich czterech ścian.

Chciałabym wrócić jutro, ale moja rodzinka schowała mi plecak i powiedziała, że pojadę po niedzieli. A ja chcę jutro... Nie chcę czekać. Za długo czekam...

 

...............................

 

Nie mam nawet gdzie się zaszyć żeby pobyć chwilę sama ze sobą. Moje bębenki w uszach są już nieźle naruszone przez przebywanie w ciągłym huku wiertarek, kucia ścian i tak dalej. Nie mam nawet gdzie popłakać żeby nikt nie widział. Łazienki nie można blokować bo woda potrzebna, pokoje wszystkie trzy są poligonem dla majstrów, życie tak zwane rodzinne skupia się więc w kuchni... Strych??? Gdyby nie uczulający mnie pył i kurz byłoby to jakieś wyjście, ale po wczorajszych przejściach z tynkiem i gruzem, który niesamowicie pylił, a który trzeba było sprzątnąć żeby mieszkanie powoli zaczynało przypominać mieszkanie dziękuję, ale nie skorzystam. Zaraz zacznę krzyczeć, czuję jak zaczyna się we mnie buzować, jak zaczyna się zagnieżdżać we mnie irytacja. To zły znak. Poza tym przestałam się sobie podobać. To już bardzo źle. Wydaje mi się, że jestem za gruba i wypadałoby trochę schudnąć mimo, że za szerokie ubranie sugerują coś wręcz odwrotnego. Moja cera, dotąd bez zarzutów i będąca obiektem zazdrości koleżanek, wydaje mi się matowa i bez wyrazu. Oczy smutne, kąciki ust zamiast do śmiechu składają się raczej w podkówkę. Czuję, ze gdyby.. to bulimia by wróciła, to znaczy zachowałabym się jak bulimiczka.

 

Jestem chodzącym kłębkiem nerwów. To dlatego ciągle coś mi się przydarza. Siniak na nodze, zadrapanie na rękach. Podobno jak człowiek jest spięty to spotykają takie różne drobnostki. Oby tylko drobnostki.

Kąpać się też nie ma gdzie bo woda zatruta i kąpieliska pozamykane. Opalać się bezczynnie nie lubię, a poza tym ktoś musi robotników pilnować. Nawet Dido w słuchawkach dziś nie uspokaja. A słońce za oknem parzy i świeci jak głupie...

 

Will I see the sun again??? Ale takie wewnętrzne???

 

To już tylko 9 dni... Qrwa mać!!! Boję się jak nie wiem. Hm, a Esio kilka dni temu napisał, że mam przegrać Simsy to pogramy razem, ale on chce z takim jednym specyficznym dodatkiem hehehe. Z nim mogę grać, może jego będą się słuchać. Bo jak na razie to moje Simy dwa – Andżelika i Konskatny Kfiotkowie nie reagują na moje polecenia i robią to, co sami uważają za słuszne, a co niekoniecznie jest dla nich właściwe. Najgorzej jest zagospodarować czasem tak, żeby na wszystko go starczyo. Eh...

 

A poza tym napisał Esio też, że do zobaczenia... A ja się boję. Bardzo.

 

alexbluessy : :
sie 23 2004 Eh...
Komentarze: 0

Mimo niedzieli tata obudził mnie wcześnie jakąś wyjącą maszyną, którą coś działał na podłodze w pokoju P. Za chwile mój własny brat wrócił z koncertu i głośno zaczął opowiadać wrażenia. Wschodząca gwiazda hip hopu...

W mojej głowie kosmate myśli dogadały się z tymi niespokojnymi i wszystkie na raz zaczęły mnie bombardować.

 

Nie miałam wyjścia. Wstałam z nastawieniem, że zrobię sobie mocnej kawy to może mi  przejdzie. Koń by się uśmiał. Nie wiem czy z powodu złego nastroju, zamyślenia co się dzieje z Eśkiem, hałasującego dziwną maszyną taty pomyliły mi się gatunki sera. Do kanapki z miodem wzięłam fetę. Mam się wkurzyła, ale skąd ja mogłam wiedzieć, że akurat to feta jest. Wyglądało jak zwykły twarożek. Eh...

 

Poza tym Wirtualny znajomy znowu przesłał mi prawdopodobnie jakąś klimatyczną piosenkę. Będę musiała chyba z nim pogadać. Z Eśkiem też bo w kulki sobie leci i nawet sygnałów nie puszcza. On to może, a jak ja się dłużej nie odzywam, w sensie, że nie odpuszczam sygnałów czy nie odpisuję na smsy, to się wkurza. A ja to co, nie mogę??? Też będę milczeć, niech sobie nie myśli.

 

Idę ryczeć. Dołożę sobie jeszcze i obejrzę „Dziennik Bridget Jones”. Aha i w ramach pokuty zjem kanapkę z fetą chociaż tego gatunku sera nie lubię najbardziej ze wszystkich. A z miodem to już w ogóle brrrr...

„I must be crazy now Maybe I dream too much But when I think of you I long to feel youe touch To whisper in your ear words only you would hear(...) I love you please say you love me too...”

 

Qrwa mać!!! Znowu to samo. Kosmate myśli o Esiu są coraz bardziej kosmate. Normalnie nie dają mi spokoju. I powodują szaleństwo bo raz się śmieję, a zaraz potem płazę. Z przewagą tego drugiego ostatnio. Eh, za tydzień wracam do domu to może mi się poprawi.

 

„I’m afraid to sleep ‘couse if I do I’ll dream pf you And the dreams are always deep on my pillow where I’ll weep...”

Niech to się w końcu skończy bo się zamęczę. Za 2 tygodnie o tej porze...

 

...........................................................

 

Wieczór spędziłam z rodzicami w knajpce o wdzięcznej nazwie Odeon. P. wolał zostać w domu i spać – taka przynajmniej była wersja rodziców kiedy spotkaliśmy się przy fontannach w Alei Zakochanych. [brrr... tyle szczęśliwych ludzi tam chodził, aż żal mi było patrzeć].  Kiedy wróciliśmy do domu P. siedział i walczył z karaluchami, które opanowały dom jego Sima Lucjana. Ów wirtualny ludzik podobno kilka chwil wcześniej oświadczył się stworzonej przeze mnie Simce Andżelice Kfiotek, ale ta stwierdziła, że jest głodna i poszła do domu. Niewdzięczna kobieta...

 

W Odeonie rodzice rozmawiali na temat remontu, ja czekałam na jakiś znak od Eśka. Tak czekałam, że nie usłyszałam dźwięku przychodzącego smsa. Tata namówił mnie na zamówienie arbuzowego fizzy drinka o nazwie z amerykańska brzmiącej Buzzer czy Bizzer nie pamiętam. Nawet smaczny był, taki fizzujący. No i ten chemiczno-czerwony kolor stylizowany na arbuzowy. Bajer mówię Wam.

 

W rezultacie smsa odebrałam ze 2 godziny po jego nadejściu i to też tylko dlatego, że pewnie zaniepokojony moim nieodzywaniem się, wynikającym z absolutnej nieświadomości, Esio wysłał sygnał. I co??? Oczywiście tęskni, całuje i w ogóle cieszy się, że już niedługo kończy pracę, że potem ma kilka dni wolnego i w końcu wraca. I ogląda olimpiadę dla rozrywki. Ja olimpiady nie oglądam bo gram z moim bratem kochanym w The Sims. Ubaw po pachy.

 

Esio też zapytał co z wyjazdem. To odpowiadam, że wielkie „gie”. Bo dofinansowanie będę miała tylko na wyjazd zorganizowany i w Polsce. Ja nie narzekam, rok temu przecież bawiłam się w Sopocie rewelacyjnie, ale chodzi o to, że być może już jest za późno i pieniądze zostały rozdysponowane. Eh... W takim razie Moje Kochanie niech jedzie samo z siostrą i przyjaciółmi wypoczywać gdzieś. Ja poczekam... Czy na pewno??? Tego nie wiem.

 

Eh...

 

 

 

 

alexbluessy : :
sie 23 2004 Schizofrenia pożądania (15-08-2004)
Komentarze: 0

... za oknem deszcz dudni, za ścianą facet wierci dziury w ścianach, a raczej sposobi się do przymocowywania kaloryfera. W głośnikach „Dotyk” Edyty Górniak, a w głowie tysiące schizofrenicznych myśli.

 

Wystarczy żeby przez głowę przebiegło mi samo imię Eśka, a dzieje się coś dziwnego. Pojawiają się chciejstwa. Czekam na każdy sygnał, na dźwięk smsa, na e-miala. Czekam... Tęsknię... Boję się...

 

...z każdym dniem bardziej. Znowu powtórzę za księdzem Twardowskim, że „Moja dusza mi nie wierzy, moje serce ma co do mnie wątpliwości...”. Już nawet zaangażowanie w prace remontowe nie pomaga. W zasadzie to polega ono na tym, że około 10 wychodzimy z mamą z domu i znikamy na kilka godzin żeby nie przeszkadzać. Ale w zakamarkach, w splotach ulic, wszędzie go widzę. I myślę, gardło ściśnięte, ale nie mam gdzie uciec przed płaczem. Nie mam gdzie się schować. Myślałam, że odpocznę. Że w remoncie zapomnę, nic z tego. Moje myśli przejęły nade mną kontrolę.

 

Kilka dni temu dostałam e-maila od M. Napisała co się dzieje we Wrocławiu, że oglądają z K. Romantyczne komedie, że ciężko jej znieść tęsknotę za chłopakiem. A co ja mam powiedzieć??? Ja się coraz bardziej boję. Co noc otulam się myślami o Eśku, każdego dnia mam przed oczami jego twarz. Jakaś irytacja mnie ogarnęła. K

Kiedy do głosu dochodzą pewne myśli jedyne na co mam ochotę to złapać się za głowę i krzyczeć żeby je zagłuszyć. Mam nadzieję, że niedługo to się skończy. Mam nadzieję...

 

... bo przecież pasmo kłopotów nie może trwać nieprzerwanie, kiedyś musi się skończyć, right??? A ja popadam w coraz większą paranoję. I liczę dni do jej końca. Jeszcze 15. Za tych kilkanaście dni wszystko się okaże. Boję się... Boję się, że ja czuję coraz bardziej, coraz mocniej, a on... A on, że wróci jak do obcej osoby. Chociaż temat ostatniego e-maila mówi sam za siebie. Przecież on nie kłamie, a przynajmniej ja nie mam powodów żeby mu nie wierzyć. Przecież przez tyle czasu nie dał mi powodu do niepokoju, to raczej ja jemu... A teraz „szaleję znów. Płaczę i zaraz się śmieję...”.

 

Zamykam oczy i widzę jego uśmiech, słyszę jego głos. Sekwencje całe. Czuję zapach, ciepło. Bliskość. Znowu jest mi dobrze i bezpiecznie. Czuję miękkość włosów i zapach szamponu... Hm, swoje łzy też czuję....

Chciałabym żeby tego dnia, kiedy on wróci, a raczej od tego dnia, znowu było ciepło. Żebym wyszła ze swojego świata, do którego zaczęłam znowu uciekać, żeby wyszło słońce. Ale wiem, że czeka nas cholerna praca. Olbrzymia. Żeby to wszystko odbudować. Bo „rozstania są po to, żeby odnaleźć się na nowo, żeby tęsknić i żeby znowu kochać”, ale żeby tak mogło być trzeba się napracować... A jeśli on nie będzie chciał???

 

...w e-mailu M. napisała, że z tej tęsknoty za swoim chłopakiem przytula się do mojego misia bo brakuje jej kogoś do przytulenia. A ja zaczęłam się w tym momencie rozklejać. Bo ja też to czuję.

 

Kiedy tu jestem nie mam nawet ochoty włączyć komputera. Denerwuje mnie. Ewentualnie mogę z moim bratem zagrać w „The Sims””. Z nim się rewelacyjnie gra, P. żartuje, rzuca zabawne komentarze, odrywam się od swoich myśli. Ale dziś gra koncert w podbiałostockim mieście i wróci dopiero jutro. Szkoda... A wyjście na piwo i pizzę z rodzicami to nie to samo... Nie mam gwarancji, że się nie rozkleję.

 

Wszędzie pył, na klawiaturze, przykrytych folią meblach, nawet na warzywach w nietkniętej remontem kuchni. Wciska się do nosa, gardła, powoduje nienaturalność dotyku klawiszy. Mimo to piszę. Hm, w zasadzie tylko po to żeby zająć czymś myśli. Czekam na jakikolwiek znak... jak dotąd tylko czekam. Mam dziwne wrażenie, że im bliżej jego powrotu, tym mniej tych znaków dostaję. To boli. Podświadomie, ale boli. Męczy, powoduje nieznośność myśli i domysłów. Pewnie bezpodstawnych, pewnie niepotrzebnych, ale...

.. czy człowiek, który tyle wytrzymał może tak nagle zmienić swoje myślenie/nastawienie??? Czy może tak nagle przestać... A jeśli to było oszukiwanie się...???  (Olka zamknij się kretynko!!!)

Bo qrwa mać ja KOCHAM!!!

 

 

 

 

 

 

alexbluessy : :
sie 23 2004 Remont pożądania (12-08-2004)
Komentarze: 0

...dojechałam wyczerpana po 10 godzinach jazdy. Wziąwszy pod uwagę fakt, że aby zdążyć na pociąg musiałam wstać o godzinie 3 nad ranem nie ma powodów do zdziwienia. Jeśli nie liczyć dwóch wymuszonych przez sytuacje losowe, nazwijmy je w ten sposób, przystanków podróż upłynęła spokojnie.

 

Przystanek wymuszony numer 1. Pod Łodzią Kaliską kierownik pociągu dostał komunikat, że ktoś wpadł pod pociąg i nie możemy ruszyć dalej dopóki pociąg „sprawczy” nie zjedzie na bocznicę. Jeśli ruszymy to i tak nie możemy jechać szybciej niż  20 km/h ponieważ w miejscu wypadku kręcą się jeszcze policjanci. Hm, podobna sytuacja spotkała mnie kilka lat temu kiedy z tatą i bratem jechałam do Warszawy na ferie zimowe. Tylko, że tamtym razem jednostką sprawczą był pociąg, którym jechaliśmy. Jakiś samobójca rzucił się pod koła. Najpierw czekaliśmy na policje, potem karetkę, a potem na ludzi z zakładu pogrzebowego, którzy 1,5 godziny szukali głowy zabitego. Podróż z przygodami jednym słowem i dwoma godzinami spóźnienia.

 

Przystanek wymuszony numer 2. Zaczęło się już w Warszawie Wschodniej. Straszny upał był, a jakiś człowiek z typu „menel” postanowił ugasić pragnienie niczym innym jak jabolem potocznie zwanym. Ugasił na tyle skutecznie, że zawirowało mu się chyba w głowie, przewrócił się i być może dostał czegoś w rodzaju ataku serca. Zanim pociąg ruszył ze stacji konduktor zaproponował wezwanie karetki, ale gość był uparty i stwierdził, że wytrzyma do celu. Gdzie był jego cel, nie wiadomo. Przez godzinę był spokój. Na nowo zaczęło się pod Tłuszczem. Tym razem sytuacja wyglądała poważniej. Do tego stopnia nawet, że konduktorzy zaproponowali ponowne wezwanie karetki. I wezwali. Pociąg stał na stacji, przyszli tez sokiści, którzy mieli wyprowadzić nieszczęśnika z wagonu. Ależ był uparty, szedł w zaparte dobre pół godziny. Nawet lekarzom nie udało się go przekonać. Jeden z nich zapytał: „To jak, chce pan z nami jechać???”, a menel odparł, że nie chce. Coś tam pogadali między sobą, menel dostał zastrzyk i pociąg ruszył dalej z pół godzinnym opóźnieniem.

 

... mama czekała na dworcu. Upał, tłum, koszmar jednym słowem. Witamy w B-stoku!!! Do domu dojechałyśmy taksówką bo dźwiganie bagaży do autobusu, a potem od przystanku było ponad moje siły w tym upale. I tak do dziś, a jest 2 dni po moim przyjeździe czuję ból karku od toreb właśnie.

 

Ale powiem Wam, że odżyłam. Co prawda remont idzie pełną parą. Skrobanie ścian, cyklinowanie paneli, malowanie itd. A w tym wszystkim ja, która na odpoczynek przyjechała. Ale cieszę się, zajmę się pomaganiem, czas przeleci. Wiadomo o jakim czasie mówię, prawda??? Hehehe. Co prawda jestem trochę ograniczona w działaniu bo przez cały dzień kręcą się ekipy remontowe. Hm, szczególnie o życiu jednego z nich można by nakręcić niezłą telenowelę. Facet wygląda jak picuś glancuś, odpowiedzialny jest za elektrykę i hydraulikę, wygląda jak latynoski kochanek i działa mi na nerwy od pierwszej chwili kiedy go zobaczyłam. Nie tylko mi jeśli mam być szczera. Ale nie ważne.

 

Ważne jest to, że kiedy się budzę rano i wyglądam przez okno widzę zieleń. Mnóstwo zieleni, a to przecież centrum miasta. Tylko gdzieś zza drzew słychać szum samochodów. Na pierwszym planie jednak słychać ptaki.  Fajnie się tu mieszka, i nazwa ulicy taka jakaś zielona...  Ale jednak odzwyczaiłam się i na dłuższą metę nie umiałabym już z rodzicami i bratem mieszkać. Odwiedziny to co innego.

A co do brata. Hehehe. Tu mnie zadziwił chłopak pozytywnie i ciężko będzie go przebić. Znaczy jego prezent, jedną z dwóch pożytecznych rzeczy. Bo okazało się, że cóż. Mój braciszek kochany wykazał się niezłą inwencją twórczą/myślową i przywiózł mi z Londynu dmuchany fioletowy fotel. Rewelacja, jestem zachwycona. Oprócz tego dostałam letni portfelik, puszkę puddingu i zapowiedzianego już wcześniej jego starego discmana, który jest w całkiem dobrej formie. Kiedy powiedziałam o tym Esiowi, jego reakcja nie była zaskakująca „i co??? Pewnie najbardziej ucieszyłaś się z tego puddingu, co misia???”. Hehehe, znając moje zamiłowanie do chemii spożywczej...

 

Co do Esia. Tęsknię coraz bardziej. Ze łzami uciekam na strych. Po prostu zgłaszam się do wynoszenia wszystkiego, co trzeba tam wynieść. Mam wtedy możliwość chociaż trochę wypłakać łez. Jeszcze tylko 17 dni i go zobaczę. A czas płynie. Bardzo szybko, już teraz pędzi jak oszalały. Boję się, cholernie się boję. Ale I long to feel ciepło jego dotyku, pocałunku, jego zapachu. Na przemian śmieję się i płaczę. Hm... Już tak bardzo chciałabym się przytulić, pogładzić twarz. Kolorowe obrazy przelatują przed oczami. Spacery, wieczory, rozmowy... Nawet w remoncie nie umiem się powstrzymać od ciepłych myśli na temat Esia. Nie umiem i nie chcę. Mimo, że powodują zacisk na gardle i łzy.

 

Słucham Dido, pilnuję robotników, wspominam. Czekam i Tęsknię. Z dziwnymi uczuciami.

 

Taki remont pożądania mam w sobie.

 

alexbluessy : :